Piłsudski – konserwatysta, Dmowski – rewolucjonista. Jak mylą pozory.

Wczoraj przypadała 100. rocznica proklamacji Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej w Lublinie, tzw. „rządu lubelskiego” (nie mylić z PKWN i 1944). Utworzyli go socjaliści-niepodległościowcy, z militarną pomocą podziemnej POW, w nocy z 6 na 7.11, na obszarze likwidowanej okupacji austriackiej d. Królestwa Kongresowego (b. rosyjskie tereny „Kongresówki” podzielono na dwie części: okupację niemiecką w Warszawie i austriacką w Lublinie). Tak, to jest ten rząd, o którym parę dni później Marszałek mówił Rydzowi, że „wam kury szczać prowadzać, nie politykę robić”.

Dla uzmysłowienia sobie skali rozdrobienia politycznego w tym czasie i kontekstu słów Marszałka, poniżej fragment odezwy „rządu lubelskiego”:

„Nad skrwawioną i umęczoną ludzkością wschodzi zorza pokoju i wolności. W gruzy walą się rządy kapitalistów, fabrykantów i obszarników – rządy militarnego ucisku i społecznego wyzysku mas pracujących. Wszędzie lud pracujący dochodzi do władzy. I nie zaświta lepsza dola nad narodem polskim, jeżeli rdzeń i olbrzymia jego większość – lud pracujący nie ujmie w swoje ręce budowy podwalin naszego życia społecznego i państwowego. Nie może losem narodu polskiego nadal kierować Rada Regencyjna przez obce i wrogie czynniki nam narzucona, która swoją ugodową i reakcyjną polityką, oddając jednocześnie niemal dyktatorską władzę w ręce austriackiego żołdaka Rozwadowskiego, pcha naród polski ku przepaści.”

 Należy pamiętać, że inne ówczesne „opcje” polityczne wypowiadały się w podobnie ostrych słowach o rządzie lubelskim. A oto co o tej inicjatywie mówił sam Piłsudski:

 „Niedawno, przed przyjazdem do Krakowa, rozmawiałem o pewnych cechach „rządu lubelskiego” z posłem Poniatowskim, który był w nim ministrem rolnictwa. Od niego do­wiedziałem się, że pierwszym aktem „rządu lubelskiego” było doprowadzenie nie do czego innego, jak do porozumienia obywateli ziemskich ze strajkującymi parobkami, gdyż rząd ów obawiał się, by wskutek strajku nie powstały trudności aprowizacyjne. Po rozmowie z p. Steckim, jak i z innymi właścicielami ziemskimi, opublikował za pomocą plakatów, bo innego środka zawiadomienia nie miał – zniesienie strajku przeciw tym obywatelom ziemskim, którym groził nie wiem czym w odezwach. Ten system, który zmuszał ludzi do pewnego jak gdyby fałszowania siebie, jest niechybnie stylem epoki.

 Cechą dalszą owego okresu pierwszych dni Rzeczypospolitej jest niezwykła rozbieżność wszystkich prób rządzenia. Wygląda to tak, jakby czterdziestu mężów próbowało robić każdy z nich odrębny rząd, a za nic w świecie nie chcą się oni porozumieć między sobą.”

 A w innym miejscu:

„Miałem wtedy ciągle do czynienia z próbą wytworzenia jakiegoś centralnego rządu. Wszystkie usiłowania zbliżenia lu­dzi do siebie, zmuszenia ich do współpracy ze sobą, pękały mi w ręku w jednej chwili, gdym tego zagadnienia dotykał. Ni­kogo namówić nie mogłem, aby przekroczył przekleństwo «ghetta», przekleństwo języka «ghettowego», aby Polacy zechcieli się zastanowić nad koniecznością współpracy, nad ko­niecznością umowy i nad koniecznością ugody już nie z zaborcą, lecz z samymi sobą.

 Nie mogłem niczego zrobić. Gdym pertraktował z «rzą­dem lubelskim», to ten w całości oświadczył mi natychmiast, że z nikim w całym zaborze rosyjskim pertraktować nie będzie i z nikim do zgody nie pójdzie. Pod wpływem mego nastawania zgodził się wreszcie «rząd lubelski» pójść na próbę pertraktacji z obcym dla tego «ghetta» elementem, ale tylko z takim, który pochodzi z zaboru pruskiego. Zgoda, powiedzia­łem, i wezwałem panów z zaboru pruskiego, aby zechcieli sta­nąć do współpracy, do wspólnej roboty.

Panowie! Dwa ciężkie dni spędziłem na katorźnej robocie, aby słuchać «ghettowych» określeń jednej i drugiej strony, które w żaden żywy sposób punktu stycznego nie znachodziły, bo słowa jednych wzbudzały u drugich od razu słowa przeciwne, bo mus sprzeczności wyrastał natychmiast Dwa długie katorżne dni spędziłem na słuchaniu tych samych argumentów, powtarzanych co godzina, a sprzecznych z sobą. Zdawało mi się, że mam do czynienia z ludźmi, z których każdy mówi innym językiem, chcąc widzieć w słowach to, czego w tych słowach nie było, i robiąc wrażenie ludzi, którzy przyszli jedynie po to, aby w twarz sobie pluć, a nie po to, by sobie podać ręce.”

Piłsudski, fragmenty odczytu Pierwsze dni Rzeczypospolitej Polskiej

Nie wchodząc w meritum stosunków politycznych z końca 1918 roku trzeba stwierdzić, że Marszałek był wtedy kojarzony z szeroko pojętym obozem socjalistyczno-niepodległościowym, a więc także z tego rodzaju „rewolucyjnymi” deklaracjami. Jego dekretem, jeszcze w 1918 roku, przyznano zresztą kobietom równe prawa wyborcze, z jego podpisem rząd Moraczewskiego wprowadził, będący wówczas politycznym postulatem socjalistów, 8 godzinny dzień pracy.

Tymczasem, historia inaczej ocenia te sprawy. Należy pamiętać, że Polska roku 1918 byłą zupełnie innym krajem niż Polska roku 2018. Jesteśmy przyzwyczajeni do sytuacji, gdy jeden zwarty obszar zamieszkuje 99% Polaków i katolików. Taką sytuację narodowościową „zafundował” nam dopiero Stalin w latach ’40. Wcześniej Polska była krajem o wiele bardziej zróżnicowanym narodowościowo i religijnie, nie było też tak jednoznacznego skojarzenia etniczno-religijnego polskości jak ma to miejsce obecnie. W tym, a nie w dzisiejszym kontekście należy oceniać dwa główne projekty polityczne tamtej epoki: „niepodległościowy” projekt Piłsudskiego i „narodowy” – Dmowskiego.

Program Marszałka koncentrował się na przywróceniu państwowości polskiej i „cofnięciu koła historii” możliwie do XVII wieku. Zakładał więc szeroką współpracę z grupami etnicznie niepolskimi, choć w jakimś stopniu z Polską współpracującymi lub się identyfikującymi. Zważając na różnorodność żywiołu polskiego w tamtym czasie (np. protestanci na Zaolziu, Żydzi „reformowani”, muzułmańscy Tatarzy, białoruskojęzyczna szlachta zagrodowa) – był to program „ratowania czego się da” z dziedzictwa przedrozbiorowej Rzeczypospolitej.

Program Dmowskiego był w istocie próbą zbudowania od podstaw społeczeństwa w duchu z góry założonego programu, przewidującego m. in. ograniczenie się do polskiej grupy etnicznej, nowe ukształtowanie granic. W porównaniu do sytuacji ówczesnej – był to program dokonania odgórnego, radykalnego przekształcenia Narodu.

Kto więc był tu rzeczywistym rewolucjonistą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

error: Jeśli jesteś zainteresowany/a naszym tekstem lub zdjęciem odezwij się pod email: duchwschodu@gmail.com