Paweł Turyk i Mateusz Wójcik o ciepełku w sercu i adrenalinie

Paweł Turyk i Mateusz Wójcik pochodzą z Międzyrzeca, mają pasję i konkretne plany na przyszłość. Na co dzień uczą się pracują, podporządkowują jednak cały wolny czas swojej wielkiej pasji, którą są motocykle. Jeśli jeszcze o nich nie słyszeliście, zapewne wkrótce usłyszycie, a już teraz przeczytajcie wywiad, którego Panowie udzielili naszemu portalowi.

Wielkie sukcesy jeszcze przed Wami, ale już teraz możecie się pochwalić swoimi osiągnięciami. Co w ostatnim czasie udało Wam się osiągnąć?

Paweł: Możemy pochwalić się bardzo udanymi startami w Slovakia Ring Race – jest to duży wyścig  motocyklowy na Słowacji na najszybszym obecnie torze, gdzie zjeżdżają się motocykliści z całej Europy. Udaje mi się wykręcać coraz lepsze czasy, które dają miejsca na podium i z tego jestem bardzo zadowolony.

Mateusz: Poza tym starty na torach w Radomiu, Jastrzębiu i coraz lepsze czasy oraz technika. Ja dopiero zaczynam, więc na sukcesy przyjdzie jeszcze czas (śmiech).

Jak zaczęła się Wasza przygoda z motocyklem i dlaczego wybraliście akurat motocykl?

P: Zaczynałem od motorynki od samego małego, potem jeździłem jako taki pirat drogowy, a po groźnym wypadku w 2013 roku przesiadłem się na tor ze względu na bezpieczeństwo.

M: U mnie wyglądało to podobnie. Najpierw 125-tka, a później to w gruncie rzeczy wszystko zaczęło się przez Pawła (śmiech). Mieszkamy prawie obok siebie, więc jako mały chłopiec patrzyłem w oknie jak przyjeżdżają do Pawła motocykle i  tak mnie to zafascynowało, że od skutera przesiadłem się na większe maszyny.

Na czym teraz jeździcie?

P: Obecnie na Suzuki GSX-R, ale mam za małą pojemność, bo zaledwie – 750ccm, przez co jestem znacznie wolniejszy w klasie powyżej 600ccm z tego względu, że jeżdżą tam same motocykle o pojemności 1000ccm. Jest to zbyt mało by dorównać większym sprzętom i to niestety widać na torach. Maksymalna prędkość, którą udało mi się osiągnąć to 280 km/h, ale czasem to nie wystarcza.

M: Ja mam Hondę CBR 600, ale wykręcam na niej znacznie mniejsze prędkości.

Wyścigi motocyklowe to bardzo kosztowny sport…?

P: Tak, to prawda. Opony na przykład zużywają się już po jednym treningu, maksymalnie dwóch. Dla młodych sportowców, bez sponsorów jest strasznie trudno.

M: To prawda. Dodatkowo same koszty wyjazdów to czasem bariera nie do przejścia.

Czy trenujecie przed zawodami i jak taki trening wygląda?

P: Treningów przed wyjazdem nie mamy, ponieważ niestety brakuje nam torów. Lotnisko w Białej Podlaskiej jest niewykorzystane, a można byłoby je bardzo dobrze zagospodarować. Jest idealnym miejscem na treningi i co najważniejsze bezpiecznym.

M: Poza tym trudno znaleźć chwilę wolnego, ponieważ na co dzień pracujemy, uczymy się, a w weekendy wyjeżdżamy na zawody, więc trudno jest to wszystko pogodzić i znaleźć czas na typowe treningi. Nasze dziewczyny trochę narzekają, że często nie ma nas w domu, bo gdy tylko dorwiemy chwilę wolnego czasu – wsiadamy na motocykle i jedziemy (śmiech).

Jakie są możliwości rozwoju i dostępu do sprzętu młodych adeptów w naszym środowisku?

M: Bardzo trudno jest się wybić. Teraz powstają szkoły treningowe, ale są to bardzo duże koszty: opłacenie instruktora, koszty wyjazdów – najbliższy tor jest w Radomiu. Jest to zupełnie nie do przeskoczenia u nas. Poza tym w Międzyrzecu i okolicach brakuje zarówno i torów, jak i instruktorów, ponieważ nikt tutaj nie jeździ po torach.

Co czujecie kiedy wsiadacie na motocykl?

M: Ciepełko w sercu (śmiech), im więcej adrenaliny tym lepiej. Kiedy wsiadasz na motocykl zapominasz o wszystkim, musisz ryzykować.

P: To prawda, że motocykl uzależnia. Jeśli wsiądziesz raz, to już z niego nie zejdziesz!

Wyścigi to Wasza pasja, a co robicie na co dzień?

P: Zajmuje się lakiernictwem i blacharstwem pojazdowym.

M: Ja się jeszcze uczę, ale pomagam Pawłowi w zawodzie. Przyjaźnimy się już od wielu lat i Paweł był moim mentorem. Było mi znacznie łatwiej stawiać pierwsze kroki. Pierwszy wyjazd na tor wspominam bardzo szczególnie – okropnie się stresowałem i myślałem, że nie dam rady na niego wyjechać. Na szczęście Paweł był blisko, gdzieś z tyłu i motywował mnie do wyjazdu. To on bardzo dużo mnie nauczył, podpowiadał i wspierał.

Motocyklistów często traktuje się bardzo stereotypowo przez kierowców, a nawet z dużą dozą niechęci? Zdarzyły się Wam takie sytuacje? Jak na to reagujecie?

P: Tak, spotykamy się niestety bardzo często, ale wtedy tłumaczymy, że wyjazd na tor jest znacznie bezpieczniejszy i jest to sport. Na ulicy trzeba jeździć bezpiecznie i nie można przesadzać.

M: Doświadczenie oczywiście bardzo pomaga w bezpiecznej jeździe, ale czasem to nie wszystko.

P: Kilka lat temu miałem groźny wypadek – z dużą prędkością wchodziłem w zakręt i puściła mi przednia opona, uderzyłem w barierki, trafiłem do szpitala, miałem obite dwa kręgi i wtedy zdecydowałem – przestałem jeździć po ulicach i przesiadłem się na tor.

 Jak wyglądają Wasze najbliższe plany?

P: Jedziemy do Jastrzębia pod Radomiem, a później Poznań na zakończenie sezonu.

Czego możemy Wam życzyć?

P: Dobrego sponsora (śmiech) – to nie żart, bo widać naprawdę duże różnice sprzętowe i to odbija się na wynikach Umiejętności to jedno, ale niestety finanse to druga bardzo ważna sprawa, która znacznie ułatwia treningi, a co za tym idzie pomaga osiągać lepsze czasy i wygrywać.

M: Wszystkiego można się nauczyć, ale potrzeba do tego dużo cierpliwości, więc tej cierpliwości i wytrwałości też się nam przyda.  

Zatem życzymy Wam jak najszybszego znalezienia sponsorów, wielu sukcesów i mnóstwa wytrwałości w dążeniu do celu. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Jeśli jesteś zainteresowany/a naszym tekstem lub zdjęciem odezwij się pod email: duchwschodu@gmail.com