Wywiad z duszą: Jacek Karwowski i jego „american dream”

Wywiad z Jackiem Karwowskim – Lublinianinem, który postanowił spełnić swój amerykański sen i zamieszkał w Chicago. Aktywny społecznie działacz, zaangażowany w losy Polaków za granicą, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Chicago, twórca Fundacji Dobrego Imienia Polski i Polaków. Na co dzień uśmiechnięty optymista prowadzący własny biznes. 

Magdalena Zaniewicz: Kiedy pierwszy raz wyjechałeś do Stanów Zjednoczonych?

Jacek: Mój pierwszy pobyt w USA miał miejsce jeszcze przed zamachami na WTC, kiedy to miałem okazję pojechać do mojej ciotki na wakacje i na zarobek, jako student. I tak się trochę zachłysnąłem Ameryką, która skupia kultury z całego świata i postanowiłem, że jak skończę studia to wyjadę do Ameryki i spróbuję.

M: Dlaczego zdecydowałeś się na wyjazd do USA? Skąd taka decyzja?

J: Jak skończyłem studia – zarządzanie i marketing, miałem w planach stworzenie własnego biznesu, miała to być firma transportowa międzynarodowa, niestety realia okazały się bolesne. Mój wniosek na biznesplan został odrzucony. Po takiej porażce, postanowiłem wyjechać o USA.  Chicago wybrałem, ponieważ miałem tam rodzinę, ciotkę która bardzo mi na początku pomogła. Aby zainwestować w tamtym czasie we własny biznes trzeba było mieć duże środki. Więc postanowiłem rozpocząć swój American Dream. W Stanach jestem od 2006 roku, czyli już 11 lat. Ożeniłem się i po prostu wyjechaliśmy. Mieliśmy wyjechać na pół roku, później rok – wyszło 11 lat. (śmiech)

M: Trudno było się odnaleźć w wielkim świecie?

J: Początki były trudne. Pracowałem w hotelach, byłem kierowcą limuzyn w Chicago, potem miałem swoją firmę z limuzynami, później postanowiłem założyć sklep i hurtownię z kosmetykami organicznymi, które sprowadzam z zagranicy, a na które jest duże zapotrzebowanie. Ludzie coraz bardziej dbają o swoje zdrowie. Produkty sprowadzam z ekologicznych farm i ogródków. Hurtownię prowadzę już 1,5 roku.

M: Jakie były największe różnice, które dało się odczuć w pierwszym etapie pobytu?

J: Zdecydowanie mentalność ludzi, Amerykanie to ludzie wiecznie uśmiechnięci, pytający Cię how are you? W Polsce tego brakuje. Ludzie są spięci. W Ameryce np. obsługa w sklepie jest zdecydowanie inna. W Polsce, jakby ludzie tego nie rozumieją. Nie liczy się to, czy masz lepszy czy gorszy dzień, przy uprzejmości w USA można dużo zdziałać. Druga rzecz to infrastruktura. Tryb pracy jest również inny, można pracować tu 24 h, w Polsce kończy się pracę o 15. Inne jest prawo, Policja – nigdzie nie czułem się bezpieczniejszy niż w Chicago, mimo, iż jest to bardzo niebezpieczne miasto. Z Policjantem w USA możesz porozmawiać, uargumentować swoje zdanie, W Courcie można wszystko załatwić i wyjaśnić, jeśli sąd przychyli się do Twoich racji, może Cię uniewinnić. Jeżeli sędzia uzna, że zabrane prawo jazdy jest mi potrzebne ze względu na wykonywaną pracę, czy status społeczny możne uchylić wydany wyrok czy karę. W Stanach ekspedienci i obsługa w każdym sklepie jest miła, pomocna – w Polsce nadal tego brakuje. W Ameryce można znaleźć kawałek każdego świata, kupić jedzenie z każdego zakątka. Jest to miejsce kulturowo-historyczne, które skupia mnóstwo ludzi z całego świata.

M: Czy da się odczuć, że Polonia jest zjednoczona w Chicago?

J: Mam bardzo dużo znajomych Polaków, z którymi się przyjaźnię i utrzymuję kontakt. Co do Polonii, jest różnie. Polonia tworzy obóz starszych już ludzi, osoby w moim wieku i ich dzieci, które nie są posyłane do Polskich szkół już się nie utożsamiają z Polska, ponieważ się asymilują. Pod względem politycznym Polonia jest niestety podzielona. Mimo, że jest bardzo prawicowa, niestety jest podzielona. Kiedyś kongres liczył się z Polonią, teraz jest zupełnie inaczej. Nie mamy na nic wpływu, a wynika to niestety z jej rozbicia.

M: Jak zaczęła się przygoda z Klubem Gazety Polskiej?

J: Po tragedii smoleńskiej, kiedy zginął mój kolega pilot Artur Ziętek, pierwsza gazeta, która wpadła mi po tym wypadku w ręce była Gazeta Polska, która jako jedyna pisał prawdę. Wtedy zacząłem się zastanawiać jak można ich wspomóc. Zmroziła mnie narracja mediów, która mówiła, iż piloci nie znali języka rosyjskiego, byli niewykształceni. Wiem, że tak nie było, znałem Artura, chodziłem z nim do jednej klasy w Dęblinie. Wiem, że on w 2 klasie znał język rosyjski perfekcyjnie, Dlatego trudno było mi się pogodzić, z tym co słyszałem w mediach.

M: Planujesz w najbliższej przyszłości wrócić do Polski?

J: Oczywiście. Pytanie tylko kiedy… Jeśli mi się powiedzie, może już niedługo, jeśli nie to trochę odłożę to w czasie (śmiech).

M: W takim razie życzę Ci, aby wszystko się powiodło. Dziękuję za rozmowę.

J: Dziękuję bardzo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Jeśli jesteś zainteresowany/a naszym tekstem lub zdjęciem odezwij się pod email: duchwschodu@gmail.com