#Co było, co jest O historii i współczesności

Pamiętaj, że jest śmierć…

Kto mogąc wybrać wybrał zamiast domu

Gniazdo na skałach orła…  niechaj umie

Spać – gdy źrenice czerwone od gromu,

I słuchać jęk szatanów w sosen szumie…

Tak żyłem.

J. Słowacki, Beniowski; epitafium z testamentu marszałka J. Piłsudskiego

Kilka dni temu, 12 maja, przypadała rocznica śmierci Józefa Piłsudskiego, jak go określam, ostatniego władcy Polski. Jego pogrzeb, „królewski”, jak określają komentatorzy, był wielką manifestacją narodu żegnającego swojego przywódcę. Wywoływał też skrajne reakcje, tak znane nam po katastrofie z 2010 roku. Z jednej strony ostentacyjny bojkot ze strony wrogich Marszałkowi środowisk, które nie potrafiły uszanować powagi chwili. Z drugiej – gloryfikacja zmarłego tak usilna, że często ocierająca się o śmieszność przejawiająca się m.in. w nadawaniu imienia zmarłego wszystkiemu co popadnie niezależnie od związku z jego osobą (skądś to znamy). Do groteski w 1938 roku doprowadził ten kult gen Dąb-Biernacki kazawszy pobić dziennikarzy wileńskich za wzmiankę o „pewnym kabotynie, który powiedział, że Polska jest jak obwarzanek”. W następstwie tego incydentu przyjęto „specustawę” o ochronie imienia Marszałka (to też skądś znamy). Większość z nas pamięta przynajmniej jedną, prócz katastrofy smoleńskiej, tak bardzo zbiorowo przeżywaną śmierć, tj. śmierć Jana Pawła II w kwietniu 2005 roku. Powolne dogorywanie „atlety bożego” na oczach świata, rzędy zniczy na warszawskiej alei jego imienia, transparenty „santo subito”… Przede wszystkim zaś słynna scena wiatru i zamykającej się na trumnie księgi, jakby wyreżyserowana oprawa tamtego pogrzebu. I również były różne reakcje: część środowisk politycznych „nie płakała po papieżu”, do tej pory pamiętam jak kardynał Glemp nie raczył przerwać swojej wizyty, by udać się na pogrzeb. Nie wszystkie inicjatywy upamiętniające zmarłego okazały się też trafione. Mimo to wszyscy chyba mieli świadomość, że właśnie kończyła się epoka.

Odrzućmy więc te za późne żale i swary ludzi nie potrafiących zachować godności wobec Końca, który wszystkiemu i wszystkim jest pisany. Są na świecie zdarzenia podkreślające wymowę chwili do tego stopnia, że wydają się nierzeczywiste – jak ów wiatr przemykający nad trumną Papieża. Pozostają jako portret tego, co odchodzi albo tego, co się zmienia. O pogrzebie Kazimierza Wielkiego pisze Jasienica z przekąsem, że właśnie dzięki jego rozmachowi został zapamiętany przez potomnych jako „wielki” władca. Stanisław August zmarł z kolei parę lat po zrzeczeniu się tronu po III rozbiorze, w Petersburgu, stolicy jednego z okupantów i pozostając na utrzymaniu tamtejszych władz. Pogrzeb Franza Josefa w 1916 roku odbierany jako symboliczny koniec monarchii austro-węgierskiej przebiegał według ustalonego ceremoniału, w którym kondukt pukał do drzwi wymieniając wszystkie tytuły zmarłego, a odźwierny wciąż odpowiadał, że takiego nie zna. Drzwi otworzyły się po odpowiedzi: Franz Josef, biedny grzesznik, prosi o zlitowanie”. Cóż za metafora, biorąc pod uwagę jego prawie 70 lat rządów… Ostatni car, Mikołaj II, niezależnie od własnych błędów, stał się jedną z wielu ofiar komunizmu. Stalin najprawdopodobniej został otruty przez swoich podwładnych ratujących z kolei własną skórę, Lenin zaś był przy końcu życia utrzymywany w izolacji od świata – dostawał pojedynczy, drukowany dla niego egzemplarz „Prawdy”. Król i zjednoczyciel Jugosławii zginął od strzałów chorwackiego terrorysty, a Tito na łożu śmierci stwierdził, że jest „ostatnim Jugosłowianinem”. Napoleon, który tyle dokonał na przełomie XVIII i XIX wieku zmarł na wygnaniu, na dalekiej Wyspie Św. Heleny… Jest szczególnie odczuwanym kontrastem fakt, że „wielcy tego świata” podlegają tym samym prawom co ci mniejsi.

Marszałek umarł w Belwederze, we własnym łóżku, lecz niejako „w biegu”, do końca trwając przytomnie u steru państwa: niedługo przedtem udzielał jeszcze ostatnich wskazówek Beckowi do rozmów z Pierrem Lavalem, którego nie zdołał już przyjąć. Istnieją rozbieżności co do tego czy przyjął ostatnie namaszczenie (dokładniej chodzi o znaczenie pewnego ruchu ręką). Co do przyczyn śmierci (choć skandaliści piszą o dolegliwościach tzw. wstydliwych w nawiązaniu do mniej lub bardziej prawdziwych romansów), uznana wersja mówi o raku wątroby. Z drugiej więc strony zwyczajnie, jak wielu z nas…

Jędrzej Pliszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

error: Jeśli jesteś zainteresowany/a naszym tekstem lub zdjęciem odezwij się pod email: duchwschodu@gmail.com